znaki na niebie od boga

Nigdy na wszystko nie ma dosyć czasu, dosyć kairos, bo tu na ziemi kairos jest uzależniony od chronos. Ale w Niebie tak nie jest. Ale w Niebie tak nie jest. Po śmierci będzie niewymownie dużo czasu, aby uczyć się, smakować, pogrążyć się całkowicie w znaczeniu wszystkiego. 26 listopada 2007 roku ukazał się olbrzymi znak na niebie w południowej części Moskwy. Ukazała się duża biała ręka i przez pół godziny pisała na niebie 10 zdań. Pismo było widziane przez ponad 3 godziny. Tysiące ludzi mogło je widzieć i byli przerażeni ze strachu. Zamarł cały ruch na ulicy. NAPISANE NA NIEBIE SŁOWA Dlatego w dzisiaj Kościół kieruje nasz wzrok ku niebu i ukazuje nam Wniebowziętą Matkę Chrystusa. „Wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna” (Ap 12, 1-2).Tak, to Maryja. Wzór „nowego człowieka”, wolnego od grzechu. Cele Mai Bune Site Uri De Dating Din Romania. Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Autor Wiadomość Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Teresse - jest uleczalna na takiej samej zasadzie jak nałogi są uleczalne, można nie mieć objawów, być zdrowym w sensie dobrego funkcjonowania,z tym że to nie wyleczenie a remisja czyli uleczenie - niech tylko taka osoba zapomni, że ma zwichrowany układ nagrody, to albo wróci do starego nałogu albo się wpakuje w tego dobrze wiesz co się dzieje gdy w stanie takiego pozornego zdrowia chory na schizofrenię uzna że nie potrzebuje leków , bo w końcu od dłuższego czasu 'jest zdrowy'.Uleczalne są epizody chorobowe, nie sama choroba - to wyraźnie wynika z tekstu który podałaś, autorka wyjaśnia że mitem jest to że jak ktoś ma schizofrenię to ciągle będzie miał objawy, bo one są jaka jest różnica między słowami uleczalne a wyleczalne?Właśnie taka , że schizofrenia i uzależnienia są uleczalne, ale nie wyleczalne... Uleczyć można i to całkowicie objawy schizofrenii, ale nikt nie mówi o jej całkowitym marginesie - objawy schizofrenii to w dużej mierze całkowite przeciwieństwo zaburzeń ze spektrum autyzmu. Tam osoby myślą zbyt liniowo, zbyt sztywno, zbyt dosłownie, mają ogromne problemy z symboliką, zbyt mało odnoszą do siebie, patrzą na świat praktycznie 3osobowo, wręcz przedmiotowo. Schizofrenicy nawet podczas remisji myślą wielowątkowo, zbyt szeroko, zbyt płynnie, często wszędzie widzą symbole, znaki, wzorce, nawet tam gdzie ich nie ma, zbyt wiele odnoszą do siebie, traktują siebie jako podmiot i cel wszystkiego... To oczywiście potworne uogólnienie, bo mamy całe spektrum autyzmu i całe spektrum zaburzeń schizofrenicznych, nabiera to sensu jak się dołoży kolejny wymiar zaburzeń afektywnych oraz kolejne wymiary cech osobowości. Osoby autystyczne prawie nigdy nie są religijne,żyją bardzo materialistycznie, metafizyka nie ma znaczenia. Osoby z schizofrenią są na ogół bardzo religijne, jak nie religia to teorie spiskowe, koncentrują się na metafizyce, ale raczej bez systematyki dociekań filozoficznych...Te cechy w większości przypadków nie znikają, i na ich podstawie można dość łatwo dojść do tego co poza lekami pomaga chronić się przed nawrotami a co może je psychiczne mają bezpośrednie odwzorowanie w - jak chcesz tłumaczyć to sobie demonami to powiem Ci w sekrecie, że mieszkają w niektórych substancjach, które tylko przez przypadek oddziałują na układy głównie dopaminy i serotoniny, których to praca jest zaburzona podczas różnych zaburzeń psychicznych i od rodzaju tego zaburzenia zależy jaka to choroba i jak ją leczyć. Ale oczywiście receptory i ich ligandy to mity, bo to wszystko sprawka demonów _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Śr lis 14, 2018 18:52 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? IrciaLilith napisał(a):Teresse - jest uleczalna na takiej samej zasadzie jak nałogi są uleczalne, można nie mieć objawów, być zdrowym w sensie dobrego funkcjonowania,z tym że to nie wyleczenie a remisja czyli uleczenie - niech tylko taka osoba zapomni, że ma zwichrowany układ nagrody, to albo wróci do starego nałogu albo się wpakuje w tego dobrze wiesz co się dzieje gdy w stanie takiego pozornego zdrowia chory na schizofrenię uzna że nie potrzebuje leków , bo w końcu od dłuższego czasu 'jest zdrowy'.Uleczalne są epizody chorobowe, nie sama choroba - to wyraźnie wynika z tekstu który podałaś, autorka wyjaśnia że mitem jest to że jak ktoś ma schizofrenię to ciągle będzie miał objawy, bo one są uleczalneWiem, czyli w praktyce jet nieuleczalna... Leki, leki...są przeraźliwe tanie... nawet Państwo polskie uznaje, że nie chce naszych urojeń.... a są takie fajne... IrciaLilith napisał(a):Osoby z schizofrenią są na ogół bardzo religijne, Czyli co mam uznać, że ciągnie mnie do Boga, bo mam schize? Śr lis 14, 2018 19:01 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Tak definitywna bym nie była, ale fakt faktem osoby ze spektrum autyzmu są bardzo niereligijne, często wręcz antyreligijne. To nie ich wina że świat abstrakcji w ich modelu jeśli istnieje to jest tam miejsce na wzory matematyczne i jeśli już uznają Boga to właśnie jako super wzór... Co jest moim zdaniem ciekawą innym jest duchowość a czym innym religijność, jak dla mnie cała obrzędowość ma w sobie coś z schizofrenii z kompulsami... Może więc w pewnym sensie przed nimi ratować wiele osób, bo zaspokaja tego typu ciągotki, bo i tak sobie jakieś objawienia i rytuały zrobią a tak mają gotowe i przemyślane, są zakreślone pewne ramy i gdy polecisz za mocno inni wyznawcy mogą ściągnąć Cię na ziemię, no i inaczej się traktuje człowieka religijnego niż wierzącego w reptilian... Znasz to - gdy jedna osoba ma urojenia to choroba, gdy duża grupa to religia. Z tym że osoby traktujące wszystko czego nie da się zmierzyć i zbadać aparaturą naukową ani wyliczyć za urojenia też nie są zdrowe psychicznie, bo znajdowanie doznań duchowych w wzorach matematycznych z perspektywy otoczenia normalne nie jest Osobiście uważam że dla osób z zaburzeniami religia zazwyczaj jest czymś dobrym, z tym że należy się wystrzegać skrajnych nurtów czyli Kościołów gdzie się zachwycają 'charyzmatami' typu mówienie językami, w znaczeniu wyrzucania z siebie bezsensownych głosek i w drugą stronę ruchy ascetyczne też uważam za ryzykowne, bo zauważ że masz skłonność do totalnego angażowania się i dlatego warto angażować się tylko w to gdzie są jakieś bufory bezpieczeństwa. Podobnie z nałogowcami - sport tak, ale nie wyczynowy , bo stanie się kolejnym destrukcyjnym nałogiem zajmującym 90% czasu, religia tak , ale musi być też czas na życie, jakaś równowaga... _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Śr lis 14, 2018 19:55 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? IrciaLilith napisał(a):Osobiście uważam że dla osób z zaburzeniami religia zazwyczaj jest czymś dobrym, z tym że należy się wystrzegać skrajnych nurtów czyli Kościołów gdzie się zachwycają 'charyzmatami' typu mówienie językami, w znaczeniu wyrzucania z siebie bezsensownych głosek i w drugą stronę ruchy ascetyczne też uważam za ryzykowne, bo zauważ że masz skłonność do totalnego angażowania się i dlatego warto angażować się tylko w to gdzie są jakieś bufory bezpieczeństwa. Podobnie z nałogowcami - sport tak, ale nie wyczynowy , bo stanie się kolejnym destrukcyjnym nałogiem zajmującym 90% czasu, religia tak , ale musi być też czas na życie, jakaś równowaga...Ja mówiłam sanskrytem i Bóg to był "om"..hehe akurat się zgadza... nie wiem skąd mój umysł to wytrzasnął...Ja uważam że trzeba iść w skrajność...jak mówił Wyszyński "Postawiłem wszystko na Maryję".... Śr lis 14, 2018 20:03 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? napisał(a): Podczas Komunii św. powtarzałam często te słowa Naśladowania: ,,O Jezu! słodyczy niewysłowiona, zmień dla mnie w gorycz wszystkie pociechy ziemi!...” Śr lis 14, 2018 20:25 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Twoje życie, Twoje decyzje, po prostu z wszelkimi skrajnościami trzeba uważać, bo prowadzą do przepaści że tak to ujmę. Pełne zaangażowanie w coś nie musi iść w parze z wpadaniem w destrukcyjne prostu przez swoją chorobę pewne rzeczy, zachowania, sytuacje wywierają na Twój mózg większy wpływ niż przeciętnie, na pewne sprawy jesteś wrażliwsza, ma to swoje wady, ale może mieć też plusy, zauważ że chyba nie ma wybitnego artysty, który swojej niezwykłej wrażliwości estetycznej, kreatywności, nie przypłacił takimi lub innymi problemami psychicznymi...Do tego: proście a będzie wam dane, prosisz o gorycz to nie dziw się że ją otrzymujesz... Jednorazowe prośby ,sprzeczne z innymi myślami mogą nie zadziałać, ale wielokrotne powtarzanie plus wrażliwy i kreatywny umysł może Ci zaserwować sporo tej goryczy, tylko pytanie czy tego chcesz, a jeśli tak to niby po co? _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Śr lis 14, 2018 21:11 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1817 Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? IrciaLilith napisał(a): Osoby z schizofrenią są na ogół bardzo religijneNiewiele badań poświęcono na analizę religijności osób chorujących na schizofrenię, a te które są, nie ferują tak jednoznacznych wniosków, jak ten, który zaprezentowałaś powyżej. Jeżeli są badania, gdzie można znaleźć wniosek na którym bazujesz, będę wdzięczna za wskazanie badań wynika, że religijność osób chorych na schizofrenię jest porównywalna z rozkładem statystycznym w społeczeństwie. Wskazuje się ogólnie pozytywny wpływ religii w radzeniu sobie z chorobą, zwłaszcza gdy chory jest zaangażowany w praktyki religijne, ale dotyczy to objawów negatywnych, w przypadku objawów pozytywnych taka zależność nie zachodzi. Ogólnie rzecz biorąc, praktykujący wierzący lepiej funkcjonuje w życiu, łatwiej mu się zaadaptować psychospołecznie, cieszy się ogólnie lepszym zdrowiem. Badania były jednak przeprowadzanie na pacjentach stabilnych klinicznie, wśród których nie występowały współistniejące choroby. @Teresse, rozumiem że masz potrzebę poczuć się wyjątkowo jak święci i wziąć krzyż, który nie jest Twój. Tylko cała sztuka polega na tym, że trzeba poddać swe wizje i pomysły pod osąd Kościoła, choćby w osobie księdza. O dobrego stałego spowiednika warto się modlić, ale to nie oznacza samowolki w rozeznawaniu różnych głosów w głowie, bo istotna jest pokora, a więc posłuszeństwo. Nawet średni spowiednik jest lepszy od żadnego i jeżeli powie, że droga św. Tereski nie jest dla Ciebie, wtedy Twoja postawa wobec tych słów odsłoni prawdę. Ludzie przychodzili do do a oni nieraz mówili im, że droga którą podążają nie jest dobra dla nich. Do przyszła jedna z jego duchowych córek, która miała silne pragnienie, by wstąpić do Karmelu. Na drodze do szczęścia stanąć jej ojciec, który uparł się, że do żadnego zakonu nie pójdzie. Duchowa córka wiedziała, jak ważny jest dla ojca, więc udała się do niego, aby ją pocieszył i wsparł w jej wyborze. Duchowny po wysłuchaniu jej historii powiedział jej, że ojciec ma rację i kiedyś mu za to podziękuje. Dziewczyna nie była pocieszona, tylko zła, ale ostatecznie nie poszła do zakonu. Czy Twoją drogą są umartwienia, jakie brali na siebie święci? Bóg nie zmusza do podjęcia wyrzeczeń, osoba która się ich podejmuje, zbliża się do Boga, a Ty jesteś tak nieszczęśliwa z powodu swoich decyzji, że nawet rzucasz przekleństwami względem Boga, jawnie mówisz o swoim kryzysie wiary. Nie takie były owoce umartwień świętych, dlatego trudno zrozumieć Twój upór. Skup się na swoim dobrostanie pscyhozdrowotnym, odstaw okultystyczne ciągoty na bok, bo wciąż traktujesz znaki jak jakąś magię, zdaje się, że nie jesteś do końca świadoma swojej choroby, a to również utrudnia Ci odnalezienie swojej drogi do Boga. Może poznaj siebie, zgłąb tematy z zakresu swojej choroby (tylko takie, pod którymi podpisują się lekarze lub inne specjalistyczne strony poświęcone Twojej jednostce chorobowej), naucz się żyć sama ze sobą, reszta spraw poukłada się z czasem. _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 Śr lis 14, 2018 21:13 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Co do tych umartwień to bardziej chciałabym je robić niż je robię...Obecnie jestem w sytuacji, że odsunięcie tych dobrowolnych umartwień nie zmieni wiele mojego życia...Także przekleństwa do Boga to raczej lecą za tą psychozę, bo naprawdę, to co opisałam to tylko czubek góry lodowej tego co przeżyłam... Mrs_Hadley napisał(a):a Ty jesteś tak nieszczęśliwa z powodu swoich decyzji, No właśnie niezbyt ze swoich...tylko Boga...Nawet najmniejsza rzecz się nie dzieje bez Jego woli...Chociaż w sumie powierzyłam się tym aktem św. Tereski, to mogłam się spodziewać niespodzianek...Krzyż to prezencik od Boga...Cytat z "Dzienniczka" nr 343 napisał(a):Jezu, dziękuję Ci za codzienne drobne krzyżyki, za przeciwności w moich zamiarach, za trud życia wspólnego, za złe tłumaczenie intencji, za poniżanie przez innych, za cierpkie się obchodzenie z nami, za posądzenia niewinne, za słabe zdrowie i wyczerpanie sił, za zaparcie się własnej woli, za wyniszczenie swego ja, za nieuznanie w niczym, za pokrzyżowanie wszystkich planów. Dziękuję Ci, Jezu, za cierpienia wewnętrzne, za oschłości ducha, za trwogi, lęki i niepewności, za ciemność i gęsty mrok wewnętrzny, za pokusy i różne doświadczenia, za udręki, które wypowiedzieć trudno, a zwłaszcza za te, w których nas nikt nie zrozumie, za godzinę śmierci, za ciężkość walki w niej, za całą jej gorycz. (...) W Tobie, Panie, wszystko dobre jest, co daje ojcowskie Twe serce; nie przenoszę pociech nad gorycze ani goryczy nad pociechy, ale za wszystko dziękuję Ci, Jezu. IrciaLilith napisał(a):Do tego: proście a będzie wam dane, prosisz o gorycz to nie dziw się że ją otrzymujesz... Jednorazowe prośby ,sprzeczne z innymi myślami mogą nie zadziałać, ale wielokrotne powtarzanie plus wrażliwy i kreatywny umysł może Ci zaserwować sporo tej goryczy, tylko pytanie czy tego chcesz, a jeśli tak to niby po co?Nie wierzę, że to się wydarzy poza Wolą Boga...jeśli moja prośba o gorycz była zła np. zbyt wielka na moje siły, to nie została przyjęta przez Boga...Nie powtarzam tego aktu często...raz go wypowiedziałam chyba... Cz lis 15, 2018 11:38 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1817 Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Cytuj:Także przekleństwa do Boga to raczej lecą za tą psychozę, bo naprawdę, to co opisałam to tylko czubek góry lodowej tego co przeżyłam... Zastanów się nad motywami swoich umartwień. Święci również chorowali i przyjmowali choroby jako krzyż. Jedna z córek duchowych Elena Montelli chorowała od dzieciństwa, rodzice dbali o nią, chcąc uczynić jej życie bardziej znośnym, jednak po nawróceniu ich córka nie pozwalała już na chronienie jej przed światem, ofiarowywała bóle fizyczne Chrystusowi. To z myślą o niej pisał akt oddania się Jezu, Ty się tym zajmij. Przesłanie tego aktu jest jasne: jeżeli kogoś coś dręczy, przeżywa dramat, niech zamknie oczy i odda Bogu wszystko. Warunkiem jest, aby osoba, która w ten sposób się modli, nie kombinowała, ani nie obmyślała własnych rozwiązań. W kontekście choroby, wyjaśniał znaczenie bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na ziemi, aby oddać sprawy w ręce Boga. Jeżeli choroba postępuje zamiast zanikać, nie należy się burzyć, niepokoić, ani zamartwiać, tylko zawierzyć się Bogu. Nawet jeżeli oznacza to pójście na krzyż. Krzyża się nie wybiera, tak jak nie wybiera się choroby. Cierpienia spowodowane przez chorobę, nie pochodzą od Boga, ból jest częścią życia człowieka, jak każda istota biologiczna jesteśmy niedoskonali i podlegamy prawom natury. Wciąż nie możesz pogodzić się z tym, że trafiło na Ciebie, ale czy chciałabyś, aby trafiło na kogoś z Twoich bliskich? Cytuj:No właśnie niezbyt ze swoich...tylko Boga...Nawet najmniejsza rzecz się nie dzieje bez Jego woli...Czyli człowiek nie grzeszy? Ukradnie coś w sklepie, zamorduje dziecko, skrzywdzi sąsiada, odczytasz wolę Boga zgodną ze złem? Bóg chciał, abyś rzucała przekleństwami w jego kierunku, potrzebuje takiej napiętej relacji? I nie ma już decyzji Teresse, Mrs_Hadley czy IrciLilith, wszyscy jesteśmy marionetkami Boga? Kupy się to nie trzyma, chyba że wyznajesz, jakoby wszyscy byliśmy bogami. Wola Boża przejawia się w dobru, w dążeniach zmierzających w kierunku poznania prawdy i zbawienia. Czyniąc zło, nie mogę przypisać tego aktu woli Bożej, bo zło oddala mnie od Boga. Cóż więc znaczy, że nic nie dzieje się bez Jego woli? Nic nie dzieje się na próżno, i żadna sytuacja, w której pogrążony jest chrześcijanin, nie jest całkowicie odporna na miłość. Żadna noc nie jest taka długa, by można było zapomnieć o radości poranka. I im ciemniejsza jest noc, tym bliższy jest brzask poranka. Jeśli pozostajemy zjednoczeni z Jezusem, nie paraliżuje nas zimno trudnych momentów; i gdyby nawet cały świat przemawiał przeciwko nadziei, gdyby głosił, że przyszłość przyniesie tylko czarne chmury, chrześcijanin wie, że w tej właśnie przyszłości powróci Chrystus. Nikt nie wie, kiedy to nastąpi, ale myśl, że na końcu naszej historii jest Jezus miłosierny, wystarcza, by ufać i nie przeklinać życia. Wszystko zostanie zbawione. Wszystko. Będziemy cierpieli, będą chwile budzące gniew i oburzenie, ale słodka i przemożna pamięć o Chrystusie oddali pokusę myślenia, że to życie jest poznaliśmy Jezusa, możemy jedynie obserwować historię z ufnością i nadzieją. Jezus jest jak dom, a my jesteśmy w środku i przez okna tego domu patrzymy na świat. Dlatego nie zamykajmy się w sobie, nie opłakujmy melancholijnie przeszłości, myśląc, że była złota, lecz patrzmy zawsze przed siebie, na przyszłość, która nie jest wyłącznie dziełem naszych rąk, lecz przede wszystkim stanowi przedmiot stałej troski Bożej opatrzności. Wszystko, co jest nieprzejrzyste, pewnego dnia stanie się myślmy, że Bóg sam sobie nie zaprzecza. Nigdy. Bóg nigdy nie zawodzi. Jego wola w stosunku do nas nie jest mglista, lecz jest wyraźnie określonym planem zbawienia: Bóg «pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy» (1 Tm 2, 4). Dlatego nie zdawajmy się na bieg wydarzeń z pesymizmem, jak gdyby historia była pociągiem, nad którym została utracona kontrola. Rezygnacja nie jest cnotą chrześcijańską. Tak jak nie jest postawą chrześcijańską wzruszanie ramionami czy pochylanie głowy w obliczu losu, który się nam wydaje ... ma plan względem każdego człowieka, ale nie jest to absolutna kontrola nad naszym życiem. Dał człowiekowi wolną wolę, by decydował o sobie, wybierając pomiędzy złem a dobrem. Komu więcej dano, od tego się więcej wymaga, zatem odpowiedzialność za wolność osoby zdrowej będzie się różnić od odpowiedzialności chorego, zwłaszcza psychicznie. Bóg szanuje wolność człowieka, dlatego nawet jeżeli jego stworzenie wybierze zło, nie znaczy to, że taka była wola Boga, ale że Opatrzność czuwa cały czas, nie ma takiego zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Trzeba tylko naszego zaufania, zawierzenia siebie Jemu, by On mógł działać nie tak, jak my chcemy, ale zgodnie z Jego planem, który zakłada dobro. _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 Cz lis 15, 2018 21:32 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Mrs_Hadley napisał(a): Cierpienia spowodowane przez chorobę, nie pochodzą od Boga, ból jest częścią życia człowieka, jak każda istota biologiczna jesteśmy niedoskonali i podlegamy prawom natury. Wciąż nie możesz pogodzić się z tym, że trafiło na Ciebie, ale czy chciałabyś, aby trafiło na kogoś z Twoich bliskich? A od kogo pochodzą? "Dzienniczek" wyraźnie mówi, że nic najmniejszego się nie dzieje bez woli Boga...oraz Faustyna dziękuje Bogu za cierpienia...przytaczałam wcześniej te cytaty...więc sorki jak mam Dzienniczek vs Twoja opinia to wybieram wiarę w Dzienniczek...Nie kupuję tego, że to Bóg w końcu powstrzymał psychozę i Jemu mam za to dziękować, zanim stały się jakieś naprawdę wielkie szkody ( nie licząc utraty prac i mieszkania oraz mojego roweru, który był moim przyjacielem, tyle razem przeszliśmy ) - ale za samą psychozę nie odpowiada...Czyli co dobre to od Boga, a zło nie wiadomo skąd...Mogę się z tym pogodzić...w sensie z chorobą...ja patrzę przez pryzmat wieczności..jak moi najbliżsi uniknęli choroby a mają na tym stracić w wieczności - to co za zysk?Jeszcze powiem, że to nie jest tak, ze przed diagnozą moje życie było usłane różami...może lepiej bo jeszcze trudniej byłoby stracić to wszystko....a tak mogę oczekiwać na ulgę po śmierci..może tak a może nie... ...choć jak myślę, że jeszcze z jakieś 40 lat w "postach i modlitwie"...to ta myśl powoduje chęć napicia się... Mrs_Hadley napisał(a):Nic nie dzieje się na próżno, i żadna sytuacja, w której pogrążony jest chrześcijanin, nie jest całkowicie odporna na miłość. Żadna noc nie jest taka długa, by można było zapomnieć o radości poranka. I im ciemniejsza jest noc, tym bliższy jest brzask poranka. Jeśli pozostajemy zjednoczeni z Jezusem, nie paraliżuje nas zimno trudnych momentów; i gdyby nawet cały świat przemawiał przeciwko nadziei, gdyby głosił, że przyszłość przyniesie tylko czarne chmury, chrześcijanin wie, że w tej właśnie przyszłości powróci Chrystus. Nikt nie wie, kiedy to nastąpi, ale myśl, że na końcu naszej historii jest Jezus miłosierny, wystarcza, by ufać i nie przeklinać życia. Wszystko zostanie zbawione. Wszystko. Będziemy cierpieli, będą chwile budzące gniew i oburzenie, ale słodka i przemożna pamięć o Chrystusie oddali pokusę myślenia, że to życie jest ten brzask jest niepewny, bo rozumiem chodzi o życie po śmierci...Jestem uwikłana w grzech "kradzieży" spadku...jak rozumiem grzech ciężki...bo okazało się, że wujek sobie zachowek ze spadku życzy, jak już pieniążki zostały wydane...Teraz jestem na rencie i teoretycznie mogłabym go spłacać z renty, ale sorki nie będę odbierać sobie ostatniej przyjemności z życia...jaką są zakupy...tak więc pewnie do Komunii w Boże Narodzenie nie pójdę, ani Wielkanoc...do momentu jak moja sytuacja finansowa się poprawi... Także mów mi o "brzasku"... Po życiu pełnym cierpień obudzę się w piekle... Tak wiem i będzie to moja wina...Cóż za Dobra Nowina... Mrs_Hadley napisał(a):Dlatego nie zdawajmy się na bieg wydarzeń z pesymizmem, jak gdyby historia była pociągiem, nad którym została utracona kontrola. No nie wiem mój pociąg odzyskał kontrolę po tym jak sama poprosiłam o wezwanie do mnie karetki, rozumiem, że tutaj to też zasługa Boga a nie moja, i nie ślepy traf...i wylądowałam w psychiatryku w mieście związanym z jedną ze świętych Karmelu...o patrzcie, znak ukazał się na niebie Tyle tych znaków w moim życiu...Że doprawdy jestem jak Kafarnaum...Więc jeszcze niżej do piekła... Lepiej być Sodomą i Gomorą... Pt lis 16, 2018 11:32 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Próbowałam odnaleźć badania dotyczące korelacji wiary religijnej szczególni głębokiej wiary religijnej z zaburzeniami ze spektrum autyzmu oraz spektrum zaburzeń schizoafektywnych, ale gdzieś się zawieruszyły, prawie tak samo jak potrafią znikać ciekawe badania dotyczące różnic płciowych, inteligencji oraz ras ( to nie cenzura, jak się zapisze link to się ma, po prostu są odpowiednio olewane przez wyszukiwarki, ale to taka moja prywatna to bez większego znaczenia, bo spokojnie mogę uznać że oparłam się na być może nierzetelnych badaniach z Czech i Holandii, bo w krajach gdzie wierzących jest znaczna większość oczywiście korelacji nie będzie. Pamiętam także że autorzy wiele uwagi poświęcili także korelacji z 'typem artysty', oraz bardzo wyraźnie podkreślali że istnienie korelacji nic nie mówi o związku przyczynowo- skutkowym i że absolutnie nie sugerują że religijność jest przyczyną zaburzeń psychicznych lub jej okazji znalazłam dwa mega ciekawe opracowania, może długie, ale uważam że osoby zainteresowane tematyką rozpoznawania co jest o Boga a co jest zaburzeniem psychicznym mogą na tym wiele skorzystać. Sama nie jestem nawet w połowie, ale wiele spraw stało się dla mnie znacznie ... ublication[url][url]/317041575_Jaka_religia_jaka_schizofrenia/links/59229bf60f7e9b99794452b9/ _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Pt lis 16, 2018 20:46 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Dzięki @Ircia, ale nie wiem kiedy przeczytam...bo ciężko mi się czyta teraz takie naukowe teksty...Ty jesteś z branży?? Poza tym wątpię, że ktoś na tym świecie mi powie co z tego było znakiem a co nie... So lis 17, 2018 18:36 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1817 Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Teresse napisał(a):A od kogo pochodzą? "Dzienniczek" wyraźnie mówi, że nic najmniejszego się nie dzieje bez woli Boga...oraz Faustyna dziękuje Bogu za cierpienia...przytaczałam wcześniej te cytaty...więc sorki jak mam Dzienniczek vs Twoja opinia to wybieram wiarę w Dzienniczek...Czytałam wywiad z pewną kobietą, której córka choruje na raka. Mówiła, że inni ludzie mieli do nich różny stosunek, ale bolało ich, gdy inni mówili, że choroba córki jest karą boską, że Bóg jej nie kocha, że się od nich odwrócił i tak dalej. Czy faktycznie rak toczący jej córkę był znakiem od Boga? Karą za grzechy? To ludzka złośliwość, czasem lęki, bo każdego mogło to spotkać. Tylko ten obraz Boga jest obrazem mrocznym, złym, prowadzącym do niewiary. Taki obraz Boga mieli żydzi, którzy nie uwierzyli uzdrowionemu ze ślepoty człowiekowi, którego wezwali na przesłuchanie. Co znaczy, że nic najmniejszego się nie dzieje bez woli Boga? W kontekście ewangelii i historii niewidomego od urodzenia, Jezus wskazał uczniom mylne pojmowanie istoty grzechu i Boga. Oni widząc chorego, zadali pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?»Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. 5 Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata».J 9, 3-5. Mieszkańcy Jerozolimy wierzyli, że skoro człowiek od urodzenia jest niewidomy, oznacza to, że taka była Wola Boga, że Bóg go pokarał za grzech własny lub jego rodziców, że przez grzech musi pokutować. Jezus nie potwierdził ich racji, zrobił coś, co zszokowało nie tylko uczniów, ale i znawców Pisma, uzdrowił chorego. Nie obdarzał ludzi chorobami, lecz przyszedł do nich, jako lekarz, zdejmował z nich piętno chorób, robił to wielokrotnie. Modlimy się przecież w modlitwie Ojcze Nasz: bądź Wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi, zatem gdyby wolą Boga w niebie było, aby @Teresse był chora w Jego Królestwie, to i na ziemi Teresse modliłaby się, aby jej choroba trwała na wieczność, skoro w żywocie ziemskim cierpi z tego powodu. W niebie nie będzie zła, zatem nie będzie żadnej choroby, a my w Ojcze Nasz modlimy się, aby przybliżyło się do nas Jego królestwo, a więc by już w ziemskim żywocie doświadczać Jego Królestwa. Pytanie o niezawinione cierpienie jest tajemnicą, nie znamy odpowiedzi, dlaczego cierpimy, ale nie możemy popadać w faryzeizm jak żydzi, którzy odrzucili uzdrowienie niewidomego, bo mieli obraz Boga, który jest surowy, który karze chorobami i niedolą, ten obraz zamykał ich na prawdę o Bogu, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi, przychodzi do złamanego przez zło człowieka, by rozjaśnić ciemności życia, pocieszyć, uleczyć udręczoną przez zło duszę: Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa tych, którzy uważają siebie za widzących polega na grzechu pychy. Są przekonani, że znają Prawo, które odczytują literalnie (inna perspektywa spoglądania na Prawo powoduje rozbieżność interpretacyjną między nimi a Jezusem), nakładali na innych ciężary, nękali, uczyli o surowości Boga. Dlatego gdy pojawił się ktoś, kto zaczął głosić miłość Boga, nie rozpoznali w nim Mesjasza, uznali Go za wywrotowca i chcieli go ukarać. Pycha ich zaślepiła, czyniąc ich niewidomymi i głuchymi wobec Boga. Jezus przyszedł, by świadczyć prawdę o tym kim jest Bóg. Dawał świadectwo, a tym świadectwem były liczne uzdrowienia, nawrócenia, wyrzucanie złych duchów. Wszystkim znakom towarzyszyła nauka o miłości Boga, który pragnie zbawienia wszystkich grzeszników, którego Wolą jest przestrzeganie przykazania Miłości. Dopuszczenie do tego, by coś się wydarzyło a spowodowanie by coś się wydarzyło, to dwie zupełnie inne rzeczy. Bóg z sobie znanych powodów dopuścił, by Adam i Ewa dokonali wyboru i sprzeciwili się Jego Woli, ale ich nie potępił za wybór zła. Uszył im nawet ubrania, aby nie zmarzli. Dlaczego jednak Bóg nie powstrzymał pierwszego człowieka od grzechu? KKK tłumaczy, że Bóg dopuścił zło, aby wyprowadzić z niego jeszcze większego dobro. Czym zatem jest zło w planie Boga i czy jest Jego Wolą, by je czynić? KKK 385 Bóg jest nieskończenie dobry i wszystkie Jego dzieła są dobre. Nikogo jednak nie omija doświadczenie cierpienia i zła obecnego w naturze, które jawią się jako związane z ograniczeniami właściwymi dla stworzeń, a przede wszystkim zagadnienie zła moralnego. Skąd pochodzi zło? "Zmagałem się z zagadnieniem pochodzenia zła. I nie znajdowałem rozwiązania" – mówi św. Augustyn (Św. Augustyn, Confessiones, VII, 7, 11.; jego bolesne poszukiwanie zakończy się dopiero wraz z nawróceniem do Boga żywego. "Tajemnica bezbożności" (2 Tes 2, 7) wyjaśnia się bowiem tylko w "tajemnicy pobożności" (1 Tm 3, 16). Objawienie miłości Bożej w Chrystusie pokazało równocześnie zasięg zła i nadzwyczajną obfitość łaski (Por. Rz 5, 20). Musimy więc rozważać zagadnienie początku zła, kierując spojrzenie naszej wiary na Tego, który sam jest jego Zwycięzcą (Por. Łk 11, 21-22; J 16, 11; 1 J 3, .KKK 418 Na skutek grzechu pierworodnego natura ludzka została osłabiona w swoich władzach, poddana niewiedzy, cierpieniu i panowaniu śmierci; jest ona skłonna do grzechu (tę skłonność nazywa się "pożądliwością").Człowiek jest niedoskonały, a jego wiedza o Bogu jest ograniczona, wiemy tylko tyle, ile Bóg nam Objawił. Przez naturę skażoną grzechem, mamy skłonność do zła, jesteśmy jednak wolni i mamy wybór. Wolą Boga jest, aby wybierać dobro, przezwyciężać w sobie złe skłonności i podążać ku coraz wyższym wartościom. Zatem, gdy w naszym życiu pojawia się zło, walczymy z nim za pomocą dobra. Chorując, idziemy do lekarza, by nas zdiagnozowano, podejmujemy leczenie, wracając do zdrowia lub hamując jej szkodliwy na nas wpływ. Gdy leczenie nie pomaga, stan zdrowia się pogarsza, oddajemy trudne sprawy Bogu, by On się tym zajął zgodnie z Jego Wolą. Walczymy ze złem do końca naszych dni, śmierć nie jest końcem, zatem zło ostatecznie nie będzie triumfować, choroba będzie miała kres, jeżeli nie w tym, to w przyszłym życiu. Teresse napisał(a):Mogę się z tym pogodzić...w sensie z chorobą...ja patrzę przez pryzmat wieczności..jak moi najbliżsi uniknęli choroby a mają na tym stracić w wieczności - to co za zysk?Wciąż piszesz z innej perspektywy, tej w której nie możesz się pogodzić ze stratą i oskarżasz Boga o zło, traktując jako znaki wszystko, co pasuje do Twojego wyobrażenia o Bogu, jako tym, który Cię pokarał i zmuszał do czynienia zła. Być może nie takie były Twoje intencje, ale na forum przedstawiasz swoje zmagania w taki sposób, że trudno dostrzec potwierdzenie deklaracji o których piszesz. Psycholodzy wyróżniają 5 etapów żałoby po stracie (nie dotyczy tylko zmarłych osób, które w jakiś sposób były dla nas ważne, ale również straty części siebie, czegoś dla nas istotnego):I faza – zaprzeczenie i niedowierzanieW chwili, gdy stajemy oko w oko z trudną sytuacją doświadczamy silnych emocji: niepokoju, napięcia, czy nawet szoku. Uruchamiają się wtedy różnego rodzaju mechanizmy obronne:- wyparcie – utrzymujemy, że nic się nie dzieje,- racjonalizacja – mówimy, że to przecież nic takiego, - zaprzeczanie – stwierdzamy, że nas to nie obchodzi i nie jest nam przykro,- myślenie życzeniowe – przekonujemy samych siebie, że to szybko minie lub musiała zajść po jakimś czasie jesteśmy w stanie przyjąć do wiadomości, co się stało, przechodzimy do kolejnej faza – gniew, złość i buntZłość, gniew i agresja skierowana przeciwko światu i samemu sobie to całkowicie naturalna reakcja w obliczu trudności, które nas spotykają. W momencie gdy dopuścimy do siebie te uczucia, szybciej będziemy w stanie się z nimi faza – targowanieNa tym etapie negocjujemy sami ze sobą, co mogliśmy zrobić inaczej lub co jeszcze możemy zrobić, żeby odmienić obecny stan rzeczy. Szukamy przyczyn, koniecznie chcemy znaleźć winowajcę. Towarzyszą temu takie uczucia jak zwątpienie i faza – smutekGdy uznamy, że zmiana jest nieodwracalna, wtedy wkrada się smutek, żal, gorycz lub apatia. Mogą pojawić się myśli depresyjne, dlatego warto poprosić o wsparcie najbliższych lub psychologów. Pozwalając wybrzmieć tym wszystkim uczuciom, zbliżamy się do zamknięcia tej fazy i wkroczenia w ostatnią, będącą końcem faza – akceptacja, adaptacja i reorganizacjaTo ostatni etap radzenia sobie ze stratą, w której godzimy się z rzeczywistością, przestajemy walczyć i rozdrapywać rany. Na miejsce negatywnych emocji pojawia się uczucie spokoju, zaczynamy myśleć o przyszłości, jesteśmy bardziej aktywni, zdarza się, że zmieniamy i przewartościowujemy swoje życiowe się pogodzić z chorobą, trzeba przepracować wszystkie etapy, by dojść do ostatniego, czego następstwem jest przewartościowanie życia, nauczenie się życia w "nowej" rzeczywistości. Będąc na ostatnim etapie, człowiek przestaje obwiniać świat za swoje cierpienie, lecz bierze odpowiedzialność za siebie i żyje inaczej, bardziej świadomie. Nie każdy jednak dotrwa do ostatniego etapu, zwłaszcza gdy próbuje uporać się z problemem samotnie, bez pomocy fachowców. Nieprzepracowany końcowy etap skutkuje ciągłym lękiem i ten lęk rzutuje na sposób funkcjonowania osoby w złym stanie psychicznym, wpływając na jej zniekształcone przez ból postrzeganie świata. _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 So lis 17, 2018 19:28 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Mrs_Hadley napisał(a):«Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. No więc jednak Bóg tego chce i kontroluje to...Czyli moje szukanie sensu w tych "majakach" nie jest pozbawione ...sensu...Jezus uzdrowił jednego, a ilu nie uzdrowił ...On działał na terenie Palestyny gdzie tu cały świat z jego chorymi...Zresztą sam mówił o skuteczności takich uzdrowień na spontana:Cytuj:Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman».Mrs_Hadley napisał(a):którego Wolą jest przestrzeganie przykazania Miłości. No właśnie czyli powinnam spłacić wujka, którego część spadku wydałam już podczas psychozy... Bo wcześniej zdroworozsądkowo zakładałam, że trzeba zostawić jego część póki żądania się nie przedawnią - czyli przez 10 lat...Ja mam przestrzegać przykazania Miłości a jak wygląda jego przestrzeganie przez Boga? Naprawdę co jeszcze można było zrujnować podczas psychozy? Finanse, życie zawodowe, prywatne, sprawy bytowe, moja ukochana Warszawa...nawet mój rower...mój przyjaciel...pierwsze piątki i soboty, zasługi życia...Ostatecznie sama się opamiętałam ( jakie to przykre) a już miałam zabookowaną wycieczkę do Izraela, gdzie miałam chodzić po wodzie, aby nawrócić żony kalifa Bagdadiego... Jak rozumiem mam Bogu bić pokłony że nie wylądowałam w psychiatryku w Izraelu i nie zrujnowałam finansowo jeszcze mojej rodziny do tego... Tak trudno było dopuścić do mojego spotkania z G.(była wola z obu stron) i zaprowadziłby mnie do szpitala przynajmniej...bo na romanse z psychotyczna wariatką nikt zapewne nie ma ochoty...Mrs_Hadley napisał(a):Dopuszczenie do tego, by coś się wydarzyło a spowodowanie by coś się wydarzyło, to dwie zupełnie inne rzeczy. Bóg z sobie znanych powodów dopuścił, by Adam i Ewa dokonali wyboru i sprzeciwili się Jego Woli, ale ich nie potępił za wybór zła. Uszył im nawet ubrania, aby nie zmarzli. Adam i Ewa którzy zapewne nigdy nie istnieli...bo to symbol... Mrs_Hadley napisał(a):Chorując, idziemy do lekarza, by nas zdiagnozowano, podejmujemy leczenie, wracając do zdrowia lub hamując jej szkodliwy na nas wpływ. Gdy leczenie nie pomaga, stan zdrowia się pogarsza, oddajemy trudne sprawy Bogu, by On się tym zajął zgodnie z Jego Wolą. Walczymy ze złem do końca naszych dni, śmierć nie jest końcem, zatem zło ostatecznie nie będzie triumfować, choroba będzie miała kres, jeżeli nie w tym, to w przyszłym życiu. Jak się pogorszy to może będę szczęśliwsza...Może tym razem jakieś miłe głosy...Może znowu się "zaręczę" na co nie mam szans w tym życiu...Jak byłam w xxx to siedziała sobie taka babuleńka i śpiewała coś o ślubie...chyba o jej ślubie, że przyjedzie kareta, jakiś książę itd...Może ona była szczęśliwsza niż w realu...Tak btw to ja wtedy wylądowałam...dotarła do mnie myśl :"Halooo, Twój ślub będzie dokładnie taki jak tej babci" Wtedy jeszcze nie byłam pewna tej myśli, ale zaświtała w moim łebku...zapewne z pomocą leków...choć jak widać po pierwszych dawkach jeszcze nie wylądowałam... Może tej babci zawdzięczam lądowanie heh?Cytuj:I faza – zaprzeczenie i niedowierzanieW chwili, gdy stajemy oko w oko z trudną sytuacją doświadczamy silnych emocji: niepokoju, napięcia, czy nawet szoku. Uruchamiają się wtedy różnego rodzaju mechanizmy obronne:- wyparcie – utrzymujemy, że nic się nie dzieje,- racjonalizacja – mówimy, że to przecież nic takiego, - zaprzeczanie – stwierdzamy, że nas to nie obchodzi i nie jest nam przykro,- myślenie życzeniowe – przekonujemy samych siebie, że to szybko minie lub musiała zajść po jakimś czasie jesteśmy w stanie przyjąć do wiadomości, co się stało, przechodzimy do kolejnej faza – gniew, złość i buntZłość, gniew i agresja skierowana przeciwko światu i samemu sobie to całkowicie naturalna reakcja w obliczu trudności, które nas spotykają. W momencie gdy dopuścimy do siebie te uczucia, szybciej będziemy w stanie się z nimi faza – targowanieNa tym etapie negocjujemy sami ze sobą, co mogliśmy zrobić inaczej lub co jeszcze możemy zrobić, żeby odmienić obecny stan rzeczy. Szukamy przyczyn, koniecznie chcemy znaleźć winowajcę. Towarzyszą temu takie uczucia jak zwątpienie i faza – smutekGdy uznamy, że zmiana jest nieodwracalna, wtedy wkrada się smutek, żal, gorycz lub apatia. Mogą pojawić się myśli depresyjne, dlatego warto poprosić o wsparcie najbliższych lub psychologów. Pozwalając wybrzmieć tym wszystkim uczuciom, zbliżamy się do zamknięcia tej fazy i wkroczenia w ostatnią, będącą końcem faza – akceptacja, adaptacja i reorganizacjaTo ostatni etap radzenia sobie ze stratą, w której godzimy się z rzeczywistością, przestajemy walczyć i rozdrapywać rany. Na miejsce negatywnych emocji pojawia się uczucie spokoju, zaczynamy myśleć o przyszłości, jesteśmy bardziej aktywni, zdarza się, że zmieniamy i przewartościowujemy swoje życiowe się wydaje, że te fazy się mieszają...Ja u siebie widzę w każdym razie klika na raz...Pomoc psychologów buahahah Dziękuję nie skorzystam...Pisałam już dlaczego...Wolę butelczynę...tańsza i skuteczniejsza,... N lis 18, 2018 10:15 Anonim (konto usunięte) Re: Które znaki są od Boga? Jak to rozpoznać? Wczoraj weszłam do Kościoła kupić pismo katolickie, a tam wystawienie Najświętszego Sakramentu...Bóg jest sprytny, sama z własnej woli bym pewnie nie przyszła z nim porozmawiać...a tak usiadłam na chwilę...Może jest tak, że "nikt nie może przyjść do mnie, jeśli go nie pociągnie mój Ojciec, który jest w niebie"?Wcześniej bym to potraktowała jako znak, że Bóg sam chce ze mną rozmawiać, ale może On tam był dla tej pani, co się modliła ze mną, a ja się tam przypadkowo zaplątałam...W sumie były 4 osoby i ja, w tym jeden ksiądz...Zaczęłam się zastanawiać czy naprawdę wierzę, że On tam jest...Chyba nie...i ludzie chyba tez nie wierzą, bo by się tam tłoczyli...zwłaszcza ZUS-owcy Albo nie wierzą, że On chce rozwiązać ich problemy...że jest dobry...Jedno z dwóch...Przychodziły takie myśli do głowy, że jeśli Jezus nie był Bogiem, to był bardzo złym człowiekiem...Tylu ludzi się łudzi, wzdycha...chyba, że to uczniowie wykreowali tą całą postać...Też muszę dla uczciwości napisać, że mój brat dostał bardzo dobrą pracę w trakcie studiów, a długo szukał po próżnicy...na tyle dobrą, że kupuje rodzicom prawdziwy ekspres do kawy... Modliłam się o to, ale czy Bóg, jeśli to jego zasługa, nie dałby mu raczej łaski nawrócenia ( jest niewierzący)? To tez mi daje do myślenia, bo brat jest Mensaninem... Może to on ma rację?Kiedyś pewien ateista mi powiedział, ze modlił się do krzesła i krzesło czasem spełniało jego prośby a czasem nie... I żebym spróbowała...Nie spróbowałam, bo to bluźniercze wg mnie...Ale...Czy może ulegam tej iluzji "krzesła"?Kuzynka zaprosiła mnie na wesele, pójdę psuć zdjęcia z moją dyskinezą polekową Powiedziała, ze mogę przyjść z osoba towarzyszącą... oczywiście to nie byla złośliwość...ona nie wie o tych przeżyciach, jakie miałam...I na każdym kroku takie szpile, jak mówiła św. Terenia "Zanim człowiek umrze od ciosu miecza, powinien umierać od ukłucia szpilek" ...Może jeszcze w piątek pójdę po drodze...porozmawiamy sobie dla odmiany...o mojej psychozie... o tym co mam teraz ze sobą począć...może nie wymsknie się niecenzuralne słowo... Czasami chciałabym już dokonać fast forward i przekonać się w wieczności po co to było, dla kogo, za co? Jak w ogóle jakaś wieczność istnieje... Śr lis 21, 2018 11:42 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników Kilka dni temu w brazylijskich mediach zawrzało od niecodziennych informacji. Mieszkańcy dwóch brazylijskich miejscowości są przekonani, że doświadczyli cudu na swoich oczach. Niesamowite zdjęcia Świat obiegły zdjęcia, które zostały wykonane w miejscowości Juazeirinho oraz Asunción. Obserwatorzy zdarzenia oraz osoby, które zobaczyły zdjęcia twierdzą że widać na nim dłoń Boga, która jest skierowana w stronę Ziemi. Jak wiadomo, mieszkańcy Brazylii są niezwykle wierzący i każde takie zjawisko interpretują w bardzo religijny sposób. Czy jest to jednak słuszna interpretacja? Według uczonych nie powinniśmy doszukiwać się w zjawisku żadnego boskiego cudu. Chmura, która została uwieczniona na zdjęciach niczym nie różni się od innych chmur. Co nam grozi? Zachowanie Brazylijczyków to zatem nic innego jak pareidolia, czyli doszukiwanie się odpowiednich kształtów w różnych rzeczach, przede wszystkim w chmurach. Oznacza to mniej więcej tyle, że ludzie często widzą to, co chcą akurat w tym momencie zobaczyć. Możemy więc spać spokojnie, w Brazylii nie miały miejsca żadne boskie znaki, a koniec świata na razie nam nie grozi. Przypomnij sobie: KRZYSZTOF JACKOWSKI POINFORMOWAŁ, ŻE ZAWIODŁA GO JEDNA Z WIZJI. WYZNAŁ, ŻE CHODZI O JEGO ŻONĘ Jak informował portal Kraj: DO OBSADY „M JAK MIŁOŚĆ” DOŁĄCZA WIELKA GWIAZDA. FANI POPULARNEGO SERIALU SĄ ZACHWYCENI Kraj pisał również o: BYŁA GWIAZDĄ POPULARNEGO „MAM TALENT”, A PÓŹNIEJ ZAJĘŁA SIĘ CZYMŚ ZUPEŁNIE INNYM. KOBIETA PRZESZŁA OGROMNĄ ZMIANĘ Według przepowiedni Królowej Saby koniec świata zapowiada siedem znaków. Michalda, Królowa Saby, przez wielu wciąż uznawana jest za jedną z największych wizjonerek w historii ludzkości. W swoich przepowiedniach zawarła narodziny Jezusa Chrystusa, globalne konflikty, postęp technologiczny czy wojny światowe. Otwarcie mówiła również o końcu świata. Na przepowiednie Królowej Saby składają się trzy księgi i to właśnie w ostatniej zawarła siedem znaków, które poprzedzają koniec świata. Gdy wszystkie staną się rzeczywistością, czeka nas Armagedon, czyli ostateczny koniec ludzkości. Ile z przepowiedni już się spełniło, a ile jeszcze przed nami? Oto przepowiednia Królowej Saby o końcu świata. Krzysztof Jackowski obchodzi dziś urodziny: ,,Nie byłem zwykłym dzieckiem. Lubiłem samotność" Przepowiednie Królowej Saby Przepowiednie Królowej Saby Michaldy według większości źródeł pochodzą z 875 roku przed narodzeniem Jezusa Chrystusa. Historia mówi, że w tym roku odwiedziła króla Salomonam by opowiedzieć mu o swoich wizjach, które dotyczyły losów świata. Król Salomon za każdym razem kazał je spisywać swojemu kronikarzowi. I tak z różnych tłumaczeń i przekładów przepowiednie Królowej Saby ukazały się w Polsce w tomiku pod tytułem: Mądra Rozmowa Królowej ze Saby z Kró­lem Salomonem i zostały wydane przez Warszawską Drukarnię w 1916 roku. Królowa przewidziała między innymi narodziny i męczeńską śmierć Jezusa, konflikty o globalnym zasięgu, ogromny postęp technologiczny, pojawienie się Napoleona, ale także wybuchy wojen w Europie. W swoich przepowiedniach Królowa Saby zaznacza jednak, że Bóg będzie ludzi napominał ukazując im znaki na niebie, „ale ludzie pozostaną zatwardziali w grzechach, a serce ich pozostanie nieczułe na dobro i cnotę”, czytamy. Więcej o przepowiedni Królowej Saby przeczytasz tutaj>> Przepowiednie Królowej Saby - koniec świata Królowa Saby przepowiedziała także koniec świata. „Jeśli dobrze czynić będą i Bogu posłuszeństwo oddadzą, On doda im lat jeśli zaś Boga obrażać będą i w grzechach brnąć, Bóg odpłaci im się i skróci liczbę lal istnienia świata. Ludzie wiedzieć nie mogą, kiedy nastąpi dzień sądu ostatecznego, wiadome są nam te znaki i cuda, jakie przedtem objawiać będą. Zaś mogę, ci królu powiedzieć to tylko, o czym sama wiem, że przed końcem świata objawi się ludziom siedem znaków, objawiając ludziom wolę Bożą, że skończyć się ma życie na ziemi i nastąpi to, co komu będzie przeznaczone”, zapowiedziała Michalda. O jakich znakach mowa? Pierwszy znak dotyczyć będzie zwierząt i ich odmiennego zachowania. Według Królowej Saby „wszystkie stworzenia, które żyją, poczną się krwią pocić tak, że krople krwi całe ciało obsiądą i spływać będą z cierpieniem wielkim połączone to będzie”, czytamy. Drugi znak dotyczyć będzie nieba. Michalda przewiduje, że księżyc się „przemieni i pocznie od wschodu się pokazywać, nawodząc lęk i przestrach w sercach ludzkich, iż pokutę czynić będą i modły odprawiać”. Trzecim znakiem będą zmiany na niebie. W przepowiedni Saby czytamy, że słońce, księżyc i gwiazdy będą lśniły czerwonym blaskiem, a „ludzie w rozpaczy ręce załamywać będą i oczy z żałości ku niebu podnosić zaczną, jak okazanie żalu”. Czwartym znakiem będzie zesłanie przez Boga posuchy na ziemię. Według Michaldy wyschną wszystkie drzewa i rośliny. Piątym znakiem ma być zapadanie się ziemi „w miejscach zapadłych zaś wyjdą ognie i dymy, ludzie zaś zwątpią o wszystkim i śmierci czekać będą”. Ostatnie dwa znaki dotyczyć będą zmian w strukturze ziemi: „Szósty znak, gdy wody wystąpią z brzegów i żywym płomieniem palić zaczną, a ludzie umierać będą ze strachu, nie mogąc umrzeć naprawdę. Siódmym i ostatnim znakiem będzie ten, gdy poruszy się powierzchnia ziemi, gdy góry i pagórki równać się będą i zapadać, a ludzie nie będą wiedzieli nawet, gdzie się znajdują i w przestrachu kręcić się poczną jak błędne owce”, czytamy. Zdaniem królowej Saby te siedem znaków objawi się, wieszcząc zbliżający się sąd ostateczny. W międzyczasie na urodzi się na ziemi Antychryst, który będzie znany na całym świecie i będzie nauczał i rozpowszechniał swoją naukę, odciągając ludzi od wiary. Wielu ludzi uwierzy w jego magiczną moc, a Ci, którzy nie będą chcieli się do niego dołączyć, będą prześladowani. Koniec świata w przepowiedni Królowej Saby „Tym sposobem wielu ludzi ku sobie nakłoniwszy z piekłem całym wielkiej nadziei oddawać się będzie, wówczas Bóg dla uratowania i dania ludziom pomocy ześle na ziemię dwóch kaznodziejów, którzy uczyć będą lud i ukazywać im sidła, jakie na dusze ich nastawił szatan i opętał. A nazywać się będą ci dwaj Enoch i Eljasz, którzy złotoustą wymową od Boga obdarzeni, lud z błędnych dróg sprowadzą. Ci wskażą na pochodzenie Antychrysta piekielne i śmiało z nim walczyć poczną. Wtedy Antychryst zapała wielkim gniewem, rozkaże pojmać ich, uśmiercić i zwłoki zostawić na ulicy nie pogrzebane przez cztery dni. Na czwarty dzień rozlegnie się głos z nieba i cudownie powstaną dwaj nauczyciele. A w promiennym obłoku w górę się uniosą. I wówczas roztworzą się nieba, błyskawice przelatywać będą, siedem tysięcy ludu zabije, dziesiątą część Jerozolimy spali, a ci z ludzi, którzy pozostaną nawrócą się do prawdziwego Boga”, czytamy w przepowiedni Królowej Saby. Następnie dojdzie do walki świętego Archanioła Michała z Antychrystem, a „na stolicy Mesjaszowej zasiądzie św. Piotr Papież i drugi rzymianin również Piotr. Bowiem apostoł Piotr będzie pierwszym Papieżem, pasącym trzodę chrześcijańską, a ostatnim papieżem, który dokończy będzie też Piotr. Wtedy ostatni poganie, żydzi i turcy widząc, Anioła Michała i dwóch kaznodziejów czyniących cuda na ziemi, nawrócą się wejdą na drogę cnoty i poczną żywot bogobojny. I wtedy, przyjdzie na ludzi dzień sądu, dzień gniewu Pańskiego. Rozlegnie się najpierw złożony z siedmiu piorunów grzmot straszliwy, trwający siedem dni, a który moc tak wielką posiadać będzie, iż miasta, mury, fortece i zamki walić się będą w gruzy. Jednakże z ludzi nie umrze nikt, a wtedy dopiero, gdy będzie przeznaczone iż wszystko ma się skończyć”. Cuda i objawienia — czy to znaki od Boga? „CUDA wciąż uważa się za (...) rodzaj listu polecającego, za rękojmię autentyczności orędzia Bożego, za pieczęć, którą Wszechmocny opatruje posłannictwo lub słowo od Niego pochodzące”. Joseph Vandrisse, watykański korespondent dziennika Le Figaro, mówi tu oczywiście o cudach uznanych przez Kościół katolicki. Ale na jakiej podstawie rozstrzyga się, czy cud lub objawienie naprawdę pochodzi od Boga? Czy Kościół powinien być sędzią we własnej sprawie? Według autorytetów katolickich objawienia muszą spełniać dwa warunki. Po pierwsze, mają być zgodne z naukami Kościoła. Wymownym przykładem jest wizja z Lourdes, gdzie „Dziewica” przedstawiła się jako „Niepokalanie Poczęta”. Co ciekawe, kilka lat wcześniej papież Pius IX ogłosił, iż Maria od chwili poczęcia była wolna od grzechu pierworodnego. W 1933 roku przyszły papież Pius XII wyraził opinię, że te dwa wydarzenia łączą się ze sobą, powiedział bowiem: „Niepokalana Dziewica — Matka Boża i błogosławiona między niewiastami — zapragnęła własnymi ustami potwierdzić to, co zostało ogłoszone w Rzymie przez jej nieomylnego papieża. Krótko potem tak też uczyniła w słynnym objawieniu w grocie Massabielle [Lourdes]”. Po drugie, należy wziąć pod uwagę tryb życia osoby, która miała objawienie. Biskup Tours oświadczył: „Kościół (...) dał wiarę objawieniom [w Lourdes] z uwagi na świątobliwość Bernadetty”. Zdaniem władz kościelnych Bernadetta z Lourdes i Łucja z Fatimy, które podobno widziały Marię, uczyniły zadość temu wymaganiu, wstępując później do zakonu. Przekazane orędzia były zgodne z nauką katolicką. Tryb życia wizjonerek harmonizował z wzorcem, jaki ustanowił Kościół. Nic więc dziwnego, że w obu wypadkach objawienia uznane przez Kościół katolicki stanowią potwierdzenie wyłącznie jego własnych tradycji i dogmatów, nawet najnowszych, jak ten o Niepokalanym Poczęciu. Ale czy cuda i objawienia rzeczywiście są znakami z nieba, dowodzącymi prawdziwości nauk Kościoła? J. Bricout, wydawca Dictionnaire pratique des connaissances religieuses (Praktyczny słownik wiedzy religijnej), przytoczył wypowiedź innego autora katolickiego, P. Buysse, który napisał: „Ponieważ cuda w Lourdes są ściśle powiązane z ‛wierzeniami wyróżniającymi Kościół katolicki’ (Niepokalane Poczęcie, ogłoszenie tego dogmatu przez papieża, adoracja Najświętszego Sakramentu, kult Maryi Panny i tak dalej), więc można, a nawet trzeba przyznać, że ‛na naukach Kościoła spoczywa pieczęć Bożej aprobaty’”. Jednakże takie pretensje do posiadania pełnomocnictwa Bożego są nieuzasadnione. Przypisując sobie prawo rozstrzygania, czy objawienia (a także związane z nimi cuda) pochodzą od Boga, Kościół katolicki ustanawia się bowiem sędzią we własnej sprawie. Wiele innych religii powołuje się na cuda, uważając je za dowód poparcia Bożego. Ale czy cuda dokonywane w ruchach charyzmatycznych (z niekatolickimi włącznie) lub nawet w religiach niechrześcijańskich są dziełem Boga? Wprost trudno w to uwierzyć, skoro Biblia mówi o Nim, że „nie jest Bogiem nieporządku, lecz pokoju” (1 Koryntian 14:33). Na czym więc się oprzeć w ocenie takich zjawisk? W książce pt. Les signes de crédibilité de la révélation chrétienne (Znamiona wiarogodności objawień chrześcijańskich) powiedziano, że o autentyczności cudu decydują głównie kryteria religijne i moralne. Wierne pierwotnemu objawieniu? Zdaniem różnych pisarzy katolickich „podstawowym warunkiem stawianym przekazywanemu orędziu jest wierność wobec objawienia ewangelicznego oraz tradycji doktrynalnej Kościoła”. „Żadne nowe objawienie nie może zmieniać pierwotnego”. Papież Jan Paweł II również oznajmił, że „orędzie, które w roku 1917 wyszło z Fatimy (...) zawiera w sobie odwieczną prawdę Ewangelii”. Z wypowiedzi tych wynika, że posłanie przekazane w takich widzeniach musi przede wszystkim zgadzać się z „pierwotnym objawieniem”, czyli Pismem Świętym. A czy tak jest naprawdę? Do jakich wniosków prowadzi wizja ognistego piekła, ukazana pastuszkom w Fatimie? Z Pisma Świętego jasno wynika, że grzesznicy wcale nie są w ten sposób karani po śmierci. Sam Jezus oświadczył, iż powinniśmy bać się Tego, który potrafi zniszczyć zarówno duszę, jak i ciało, co wskazuje, że dusza może umrzeć. Inne wersety wyraźnie uczą, że umarli nie mają świadomości, a nadzieja ponownego życia opiera się na biblijnej obietnicy przyszłego zmartwychwstania (Mateusza 10:28; Kaznodziei 9:5, 10; Jana 5:28, 29). A co powiedzieć o „Niepokalanym Poczęciu”, o którym wspominała Bernadetta? Dogmat ten również pozostaje w jaskrawej sprzeczności z naukami Biblii. Pismo Święte wyjaśnia, że Maria — tak samo jak wszyscy potomkowie Adama — została ‛poczęta w grzechu’ i odziedziczyła śmierć (Psalm 51:7, Biblia Tysiąclecia [51:5, NW]; Rzymian 3:23). Gdyby było inaczej, to dlaczego po urodzeniu Jezusa złożyła ofiarę za grzech? (Kapłańska 12:6; Łukasza 2:22-24). Prócz tego nie ma w Biblii ani jednego wersetu, który by popierał katolicką doktrynę, iż dzięki szczególnej łasce Maria została zachowana od grzechu pierworodnego. A skoro kult Marii jest pozbawiony jakichkolwiek podstaw biblijnych, nasuwa się logiczne pytanie, czy jej objawienia pochodzą od Boga. Czy mogą pochodzić od kogoś innego? Znawcy Biblii wiedzą oczywiście, że nie każdy cud jest znakiem od Boga. Dictionnaire de la Bible (Słownik biblijny) wydany przez F. Vigouroux, wspomina o cudach dokonanych przez czarowników egipskich w obecności faraona i Mojżesza, po czym nadmienia, że „w dniach ostatecznych fałszywi prorocy i fałszywi Chrystusowie, będący wysłannikami Diabła, uczynią wiele cudów, aby jeśli to możliwe, zwieść nawet lojalnych uczniów Jezusa Chrystusa” (Mateusza 24:24; Wyjścia 7:8-13). A co wtedy, gdy objawiająca się postać nawołuje ludzkość do skruchy i wzywa wiernych, by się modlili o nawrócenie grzeszników — jak to było w Fatimie? Ciekawa rzecz, że w książce pt. Fàtima — Merveille du XXe siècle (Fatima — cud XX wieku), skądinąd wychwalającej takie widzenia, przytoczono wypowiedź ówczesnego księdza z Fatimy, który pomimo treści tych orędzi miał wątpliwości co do ich pochodzenia i powiedział: „Równie dobrze może to być diabelska sztuczka”. Biblia rzeczywiście mówi, że Szatan „przybiera na siebie postać anioła światłości”, a „słudzy jego przybierają pozory sług sprawiedliwości” (2 Koryntian 11:14, 15, Kowalski). Zatem okoliczność, iż orędzie podane w wizji brzmi przekonująco, jeszcze nie dowodzi jej Boskiego pochodzenia. Taki sam wniosek wysnuto w katolickim Dictionnaire historique de la Bible (Biblijny słownik historyczny) Calmeta, gdzie czytamy: „Cuda i nadprzyrodzone zjawiska nie zawsze stanowią niezawodny znak, że dokonujący ich są święci i głoszą właściwą naukę, ani nie są niezbitym świadectwem, iż ludziom miewającym widzenia poruczono jakąś misję”. Ale przecież kiedy Chrystus był na ziemi, czynił wiele cudów. W jakim celu to robił i co w związku z tym sądzić o dzisiejszych cudach? Odpowiedź otrzymamy w następnym artykule. [Ramka i ilustracja na stronie 6] 9 grudnia 1531 roku Indianin Juan Diego śpieszył się na mszę do Meksyku. Po drodze spotkał jakąś damę, która posłała go do biskupa tego miasta z prośbą o wybudowanie kościoła tam, gdzie ona teraz stoi. Biskup przyjął słowa Indianina z pewnym niedowierzaniem. Podczas następnego objawienia kobieta przedstawiła się jako matka prawdziwego Boga, a nieco później jako „Święta Maryja z Guadalupe”. Kazała, by Juan Diego zerwał parę róż, które miały być dla niego znakiem. I choć nie była to pora na róże ani nie spotykało się ich w tej okolicy, Indianin znalazł kilka kwiatów i zawinął je w płaszcz. Kiedy ofiarowywał je biskupowi, na płaszczu ukazała się postać „Dziewicy” naturalnej wielkości. Obraz przedstawiający tę scenę można obecnie oglądać w bazylice Guadalupe niedaleko Meksyku. [Ilustracja] Guadalupe [Ramka i ilustracja na stronie 7] 11 lutego 1858 roku Czternastoletnia Francuzka Bernadetta Soubirous poszła z siostrą i przyjaciółką zbierać drwa na opał w pobliżu Lourdes, miasteczka w południowo-zachodniej Francji, niedaleko granicy hiszpańskiej. Bernadetta chciała akurat przejść przez strumień, gdy wewnątrz pobliskiej groty ukazała się jej jakaś „pani”. Innym razem ta sama „pani” poprosiła o zbudowanie na tym miejscu kaplicy i wezwała całą ludzkość do okazania skruchy. W trakcie kolejnego objawienia Bernadetta usłyszała, jak „pani” mówi w miejscowym dialekcie: „Jestem Niepokalanie Poczęta”. Osamotniona w zmaganiach z władzami świeckimi, a nawet kościelnymi, Bernadetta Soubirous obstawała przy tym, że mówi prawdę. W końcu Kościół katolicki uznał oficjalnie te objawienia „Dziewicy” i w Lourdes powstało sanktuarium. [Ilustracja] Lourdes [Ramka i ilustracja na stronie 8] 13 maja 1917 roku Chłopiec i dwie dziewczynki paśli owce niedaleko Fatimy w środkowej Portugalii, gdy po raz pierwszy ukazała się im „Dziewica”. Przed jednym z następnych objawień przybyli na to miejsce inni ludzie, spodziewając się otrzymać znak. Widzieli rzekomo, jak słońce tańczyło na niebie, a potem spadło na ziemię. Dzieciom zostały też powierzone „sekrety”. Ukazano im wizję piekła, gdzie ujrzały grzeszników, cierpiących okropne męki w przerażających płomieniach. „Dziewica” prosiła ponadto o poświęcenie Rosji jej „niepokalanemu sercu”. Papieże spełnili później to życzenie. Ostatni „sekret” jest strzeżony przez najwyższe władze Kościoła katolickiego, które na razie odmawiają ujawnienia jego treści. [Ilustracja] Fatima Bóg mówi do człowieka przez swoje Słowo zawarte w Piśmie Świętym. Bóg mówi w głosie własnego sumienia. Jeśli już to odkryłeś, możesz spróbować odczytywać głos Boga w tym, co Cię spotyka w życiu. Jeśli jutro będzie świeciło słońce, to znaczy, że mam pójść do zakonu, a jeśli będzie padało, znaczy, że nie. Czy takie stawianie sprawy ma sens? Oczywiście nie. Pomijając już nawet możliwość, że owego feralnego dnia mogą padać przelotne deszcze przerywane okresami słonecznej pogody, wymaganie od Boga takiego znaku byłoby nadużyciem. Bóg jest święty. Nie godzi się traktować Go jak kostki do gry. Niewątpliwie jednak możesz próbować odczytywać w swoim życiu pewne wydarzenia jako znaki dane ci przez Boga. Prawda jednak jest taka, że to trudne i dość niepewne. Tak jak odkrywanie swojego powołania. Kiedy Go o coś pytasz, Bóg rzadko odpowiada natychmiast. A jeśli tak, możesz mówić o wyjątkowej łasce. Łatwo też popaść w tym względzie w jakąś przesadę i łatwowierność; szukać znaków Boga tam, gdzie ich nie było albo odczytywać je opacznie. Niezdany egzamin na prawo jazdy nie jest oznaką Bożego gniewu, ale braku odpowiednich umiejętności. Podobnie odtrącenie przez ukochanego czy ukochaną nie oznacza, że Bóg powołuje cię do życia w zakonie. Musisz patrzyć głębiej. Musisz pozbyć się niecierpliwości. Do zrozumienia niektórych znaków możesz dojrzewać latami. Musisz zgodzić się na to, że pozostanie w twoim życiu mnóstwo wydarzeń, których głębszego sensu nie zrozumiesz. I musisz pamiętać, że Bóg w komunikacji z Tobą używa przede wszystkim swojego Słowa i twojego sumienia, a odczytywanie wydarzeń jako znaków danych przez Boga, to rzecz wymagająca naprawdę trzeźwego spojrzenia na świat. Co może być tym znakiem? Praktycznie wszystko. Spotkany człowiek, przeczytana książka, zdanie usłyszane na kazaniu, wypadek w rodzinie, jakiś dziwny zbieg okoliczności, polny kwiat, a czasem nawet… sen (tak, tak, jeśli cię zainspiruje do czegoś dobrego). Wszystko to, co jakoś kieruje Twoją myśl ku Bogu. Wszystko, co każe Ci szukać tego, co dobre, piękne i szlachetne. Z widzenia znałeś ją od dawna, ale dopiero pół roku temu zaczęliście się częściej spotykać. Lubisz z nią rozmawiać, widzieć jak się uśmiecha, słuchać jej głosu; widzisz, że jest dobrym człowiekiem i pewnie nadaje się na matkę twoich dzieci. Ona podobnie patrzy na ciebie. Czy Pan Bóg chce, żebyście się pobrali? Jeśli ani ciebie, ani ją nie wiążą inne zobowiązania (przysięga małżeńska, przyjęte świecenia), to zapewne nie ma nic przeciwko temu. Przecież gdyby miał, to dałby wam jakiś wyraźniejszy znak. Jeśli go nie ma, spokojnie możesz uznać, że ślub z tą dziewczyną będzie zgodny z wolą Bożą. A kiedy połączy was sakrament, nie masz prawa myśleć, że jest inaczej. Jeśli Bóg złączył, to nie ma mowy, że zaplanował dla ciebie inną. Zawsze marzyłeś o domu z basenem, samochodzie z napędem na cztery koła i stanowisku prezesa ważnej firmy. Ale pewnego dnia bierzesz do ręki książkę „Biedaczyna z Asyżu” i świat odwraca się do góry nogami. Zaczyna cię fascynować „siostra bieda” i odkrywasz, jak niesamowita jest radość człowieka, który uśmiecha się, choć po ludzku dostaje od życia tęgie lanie. Znak od Boga? Być może. Jak by nie było, prostota, pokora, radość i pokój to znak, że idziesz po Bożej ścieżce. Więc czemu nie? A może być jeszcze inaczej. Miałaś predyspozycje, by zostać gwiazdą sportu. Nieszczęśliwa kontuzja sprawiła, że musiałaś porzucić marzenia o karierze i zająć się czymś bardziej prozaicznym. Skoro wiesz, jak piękna jest możliwość swobodnego poruszania się, to może zostaniesz rehabilitantką, która pomaga w przywracaniu sprawności innym? Czy tak chce Bóg? Nie wiadomo. Ale co miałby mieć przeciwko? Jak więc konkretnie odczytywać znaki dawane przez Boga? Dla chrześcijanina całe życie jest modlitwą. To znaczy całe jest chodzeniem, trwaniem w obecności Boga. Nie licz na to, że zawsze z jakiegoś wydarzenia odczytasz wolę Bożą między rozpoczynającym a kończącym modlitwę znakiem krzyża. Będziesz nieraz czuł się zagubiony; będziesz szukał po omacku. Ale spokojnie. Bóg na pewno ciągle jest z Tobą. Do zrozumienia woli Bożej w wydarzeniach swojego życia trzeba nieraz dojrzeć. Nawet jeśli początkowo będziesz się przeciwko temu wezwaniu burzył, będziesz nim coraz bardziej zafascynowany. Ale uważaj, ludziom wydaje się wiele rzeczy. Wymaga to pokory. Mało prawdopodobne, że na drodze Bożego powołania doznasz zaszczytów i poklasku. Na pewno znacznie częściej Bóg potrzebuje mozolnej, mrówczej pracy. Wezwany jesteś raczej do służby tym, którzy faktycznie są wokół ciebie, a nie tym, których nie znasz. Pytaj, czy wezwanie, które zdajesz się odczytywać z wydarzeń swojego życia ma służyć Bogu, czy twojej chwale. Pytaj w sanktuarium swojego sumienia oświeconego Słowem Bożym, czy to co błąka się po twojej głowie jako Boże wezwanie, jest rzeczywiście dobre. Przecież nie może pochodzić od Boga to, co wymagałoby podeptania Jego przykazań. Nie może być dobre to, co byłoby działaniem przeciw Kościołowi, co rozbijałoby jego jedność. Więc zawsze z rozumem, zawsze z rozsądkiem. Z miłością do Chrystusa. Odczytywanie na modlitwie sensu znaków od Boga, jakimi mogą być wydarzenia naszego życia, czy będą to sprawy małe, czy wielkie, zawsze będzie patrzeniem na nas Jego oczyma. Często z perspektywy wieczności. Bez poznania Go to ci się nie uda. Czujesz to? Tak, to prawda. W tym miejscu jeszcze raz okazuje się, że słuchanie Boga to nie poznanie jednej metody, ale całe życie. Im lepiej zrozumiesz podstawy modlitwy – po co się modlisz, jak się do modlitwy przygotować, jak usłyszeć Boga w Jego słowie i w głosie własnego sumienia, tym łatwiej ci będzie odczytywać Jego wolę w swoich losach.

znaki na niebie od boga